W Polsce są już aż trzy narodowe kryptowaluty. Dlaczego?

Polska jest prawdopodobnie jedynym państwem na świecie, gdzie stworzono już trzy kryptowaluty narodowe. Każda ma ambicję stać się kiedyś powszechnie używanym przez Polaków wirtualnym pieniądzem. Ale na razie nikt nie patrzy na Polskę, wszyscy zwracają wzrok ku Islandii. Rozpoczyna się tam właśnie eksperyment, który może przesądzić o przyszłości narodowych monet.

Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale ostatnie miesiące są czasem rozkwitu polskich kryptowalut. Wzorowane na Bitcoinie cyfrowe monety rodem z Polski powstają w odstępie mniej więcej miesięcznym.

Twórcą pierwszego polskiego coina został na początku stycznia „djbartek” – autor Dubstepcoin (skrót: WUBS). Jego moneta nawiązywała do popularnego gatunku muzyki elektronicznej – dubstepu -i miała szansę coś z tej popularności uszczknąć. Nie zdążyła, bo… upadła. Na początku kwietnia ma jednak „zadebiutować” ponownie.

„Polaków nie stać na Bitcoin, jest więc PolCoin”

WUBS-y wyróżniały się spośród innych polskich monet, bo jako jedyne nie podkreślały, że są polskie. Nie wiedzieć czemu, twórcy pozostałych zgodnie odwołują się do „polskiej tradycji” i za cel stawiają sobie, aby ich moneta stała się kiedyś „polskim wirtualnym pieniądzem.”

Tak było z PolCoin (PLC), pierwszą polską kryptowalutą narodową. Jej twórcy chcą „uwolnić Polaków spod niewoli banków”. „My już jesteśmy niewolnikami, ale jeszcze możemy coś zrobić. Jeśli TERAZ nie wyeliminujemy banków, nasze dzieci będą niewolnikami bez możliwości zmiany ładu” – deklarowali, uruchamiając walutę w lutym.

„Tak jak złotówka może żyć w cieniu euro, tak Polcoin może żyć w cieniu Bitcoina. Polaków nie stać na Bitcoin, jest więc Polcoin” – przekonują. W ostatnich dniach moneta pojawiła się na dwóch giełdach kryptowalut, a sieć hosteli z Krakowa i Torunia ogłosiła, że przyjmuje płatności w PLC. Jednak popularność PolCoina jest wciąż minimalna.

My pokażemy Polakom, jak zrobić pierwszy krok

– Zainteresowanie kryptowalutami jest i rośnie, tyle że w określonych kręgach. Brakuje powszechnej edukacji. Polacy nie zainteresują się tym tematem, zanim nie dowiedzą się, że to bezpieczne i nauczą się, jak funkcjonować w ekosystemie kryptowalut. Ale ta kula śniegowa z każdym rokiem będzie coraz większa – uważa Filip Pawczyński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Bitcoin, które chce Polaków edukować.

– Pod względem nowych technologii, dostępu do nich, a nawet samej świadomości ich istnienia, Polska jest na tyłach świata i Europy. Dlatego stworzyliśmy PolishCoin (PCC). Nasza moneta ma pomóc ludziom z Polski w zrobieniu pierwszego kroku w świecie cyfrowych pieniędzy – mówią Łukasz i Kamil z Polish Coin Team. Nie chcą występować pod nazwiskiem. Pierwszy jest programistą w międzynarodowej korporacji. Drugi tworzy serwisy i sklepy internetowe. Przed ponad miesiącem spod ich palców wyszła PCC, jak na razie najlepiej przygotowana kryptowaluta z Polski.

Co to jest ta słynna kryptowaluta?

Aby ją opisać, potrzebne jest wyjaśnienie: co dokładnie stworzyli twórcy PCC i innych monet?

Sieć połączonych za pomocą internetu komputerów. Bardzo podobną do tej, dzięki której ludzie ściągają i udostępniają w internecie filmy za pomocą popularnych torrentów. Z tą różnicą, że tu nie wymienia się plików, ale zaszyfrowaną informację.

Tą informacją jest właśnie kryptowaluta – umowna jednostką służąca opisywaniu operacji w sieci. Albo, jak to nazwał jeden z internautów, „zaszyfrowany certyfikat posiadania niczego”. Musi być zaszyfrowany, aby nie można było go podrobić albo zmienić. Stad odnoszący się do krytptologii przedrostek „krypto”.

Do sieci kryptowalut może się podłączyć każdy. To w rzeczywistości bardzo proste. Wystarczy skorzystać z „portfela”. To aplikacja, która łączy komputer z siecią i pozwala przeprowadzać za jej pośrednictwem operacje. Po wygenerowaniu unikatowego adresu (można go porównać z unikatowym numerem rachunku bankowego), w portfelu można przechowywać nasze „nic” nazywane też monetą, coinem czy cyfrowym pieniądzem.

Tylko skąd się biorą te coiny?

Monety są generowane na podstawie algorytmu użytego do stworzenia sieci. I rozdzielane jako nagroda za pomoc w autoryzowaniu transakcji. Mówiąc obrazowo: są nagrodą za pomoc w „przesyłaniu” innych monet.

W sieciach kryptowalut nie ma żadnego centralnego serwera, który sprawdza poprawność operacji. To zadanie może wziąć na siebie każdy. „Przelewy” autoryzują komputery ludzi, którzy zdecydowali się je w tym celu wypożyczyć i udostępniają ich moc obliczeniową. Takie komputery są nazywane „koparkami”, ich właściciele „górnikami” albo „kopaczami”, a cały proces „wydobyciem” – na wzór poszukiwania złota.

Kopać można samodzielnie albo w tzw. kopalniach, czyli skupiskach górników, którzy łączą swoją moc obliczeniową. Nagroda jest dzielona proporcjonalnie do wniesionej mocy. Górnicy nie dostają nic za darmo. Płacą prądem. Ich komputery (często składane specjalnie do kopania) pracują pod dużym obciążeniem i pobierają więcej energii elektrycznej. To, czy kopanie jest opłacalne, zależy od wartości danej monety i trudności jej wydobycia – ta wzrasta wraz napływem kolejnych górników i generowaniem kolejnych monet, aż do wykopania ostatniej. Na przykład sieć Bitcoin (BTC) została zaprojektowana tak, aby nie powstało więcej niż 21 mln coinów.

TrollCoin, LemonCoin… PolishCoin

Wygenerowane monety można wymienić na inne kryptowaluty i prawdziwe pieniądze. Służą do tego giełdy, których w internecie mnóstwo. Wirtualne pieniądze są tyle warte, ile ktoś jest gotowy za nie zapłacić. W czwartek 27 marca, na największej polskiej giełdzie Bitcoina, jedną monetę można było kupić za ponad 1,6 tys. zł.

Popularność BTC sprawia, że cały czas powstają nowe kryptowaluty. Ostrożnie szacując: jest ich już ponad setka. Obok najpopularniejszych, Bitcoin i Litecoin (na algorytmie tej monety opierają się twórcy polskich kryptowalut), są np. TrollCoin, ZombieCoin czy LemonCoin.

Twórcom wszystkich marzy się, że pewnego dnia właśnie ich monety staną się środkiem płatniczym. A ludziom, którzy decydują się kopać i gromadzić monety, że nadrobią szansę przespaną przy bitcoinach. Nie ma co się jednak oszukiwać. Większość monet po kilku miesiącach trafi w niebyt.

– Dlaczego niby PolishCoin ma być jedną z tych, które przetrwają? – pytamy twórców PCC.

– Główną wartością kryptowalut jest ich rzeczywista cena rynkowa. My dodajemy to tego poziom treści. Opieramy PCC na pewnych wartościach. To moneta polska, powołaliśmy ją do życia z myślą o Polsce i jej obywatelach. Niektórzy mówią, że to „marketingowy bełkot”, ale dla nas te wartości są prawdziwe – mówią Łukasz i Kamil z PCC Team.

10 zł za 100 monet. Jakiś górnik chce się odkuć

Przed miesiącem zaproponowali górnikom stronę internetową po polsku i angielsku, a także spolszczone „portfele” pod Windowsa i Linuxa. Moneta w pierwszych dniach przykuła uwagę ok. 150 kopaczy, który rozpoczęli wydobycie w trzech kopalniach. Według twórców w szczytowym momencie górników było tysiąc.

PCC można handlować na trzech internetowych giełdach. Ceny oscylują wokół 0,000005 BTC za 1 PCC (ok. 0,008 zł). W różnych serwisach można znaleźć też oferty sprzedaży po cenie raczej mało adekwatnej do wartości mało znanej monety. Na przykład 10 zł za 100 monet chce jeden ze sprzedawców w serwisie Kryptoaukcje.pl – pierwszym polskim serwisie aukcyjnym z kryptowalutami. Serwis powstał w grudniu, gdy Allegro zakazało handlowania cyfrowymi pieniędzmi.

– Przygotowujemy własną giełdę, która pozwoli wymieniać PCC i inne kryptowaluty na BTC i złotówki. Właśnie przechodzi testy. A docelowo chcemy na tyle rozpowszechnić PolishCoin, aby trafił na światowe giełdy kryptowalut – mówią twórcy PCC.

Płacić za to, co się chce bez kontroli rządu

17 marca PCC wyrosła konkurencja. Tego dnia wystartowała kolejna polska kryptowaluta – PLNcoin. Twórcy tej monety zdecydowali się reklamować tzw. preminingiem (pol. przedwydobyciem). Jeszcze przed oficjalnym otwarciem wydobyli 2 mln monet. Rozdawali je za darmo w zamian za założenie konta na ich stronie.

„Liczymy, że dzięki temu więcej osób o nas usłyszy, a tylko wtedy nasza idea ma sens” – wyjaśniali. Jak przekonują, w ciągu sześciu dni wyczerpali pulę 2 mln PLNc, a na ich stronie powstało 16 tys. profili.

PLNc oferuje portfele pod Windowsa, Linuxa, Androida i Maca, także możliwość wydobycia w jednej kopalni. W piątek kopało blisko 200 górników. Waluta pojawiła się na kilku giełdach, a firma organizująca podróże zagraniczne zadeklarowała, że respektuje wpłaty w PLNc obok Bitcoina i Litecoina.

„Stworzyliśmy PLNcoin po to, żeby mieć możliwość płacenia w wirtualnym świecie za co chcemy i komu chcemy. Bez kontroli instytucji bankowych czy rządu” – deklarują twórcy PLNc.

Jesteśmy Polakami i też możemy to zrobić!

Czas pokaże, jakie będą skutki preminingu PLNc. Na razie twórcom tej waluty nie dowierzają dziennikarze serwisu o nowych technologiach Motherboard, który należy do międzynarodowego magazynu „Vice”. Niedawno w tekście o brzasku narodowych kryptowalut opisali PLNc i PolishCoin – obok monet z Islandii, Hiszpanii i Niemiec.

„Wielu sceptyków sądzi, że twórcy walut narodowych starają się wykorzystać panujący klimat społeczno-gospodarczy, aby zarobić dzięki »Pump and dump « (dosłownie – pompuj i rzuć – to sztuczne windowanie cen, aby sprzedać monety lub akcje, gdy tylko inni się nimi zainteresują). Windują wartość kryptowaluty bez jakiejkolwiek intencji budowania nowej infrastruktury gospodarczej. Tak może być z PLNc” – pisze amerykańska dziennikarka Meghan Neal.

Zarzuca twórcom PLNcoina, że niezgodnie z prawdą tytułują swoją monetę „pierwszą polską kryptowalutą”. I że rozdali 2 mln monet, aby ich wartość wzrosła. Przytacza też fragment napisanego w języku angielskim oświadczenia: „Stworzyliśmy PLNcoin, aby pokazać, że Polacy też mogą to zrobić”.

„Szanse, że zobaczymy więcej i więcej narodowych monet rosną, bo przecież inni też »mogą to zrobić «. Ale w kryptowalutach chodzi o coś więcej niż odlotowe logo i wymyślną nazwę” – pisze Neal.

Kryptowaluta dla każdego Islandczyka

„Monety narodowe są robione na siłę, aby pokazać, jak bardzo kochamy Polskę. Ale takich monet nikt nie kupuje. Monety muszą być uniwersalne, aby się opłacały, muszą przyciągać niezwykłymi cechami. Jeśli ktoś już ma zamiar zabierać się za ich budowę, niech chociaż zrobi to porządnie! Wtedy z dumą będę mówił, że tę monetę stworzył Polak” – komentował w styczniu na forum BitcoinTalk jeden z polskich internautów.

Niedługo później wystartowała Auroracoin – narodowa moneta Islandii. Dziś pod względem wartości jest czwarta na świecie. W środę twórcy rozpoczęli dystrybucję swojego pieniądza. W ciągu roku zamierzają rozdać połowę wszystkich monet obywatelom Islandii. Każdy chętny (populacja Islandii to ok. 330 tys. osób), dostanie po 31 monet, wartych ok. 380 dol.

Celem twórców jest decentralizacja kontroli nad pieniądzem i ożywienie lokalnej gospodarki, która od dawna zmaga się ze spadkiem wartości islandzkiej korony.

„W najbliższych tygodniach i miesiącach wszystkie oczy będą spoglądać na Islandię. Od tego, co zrobią Islandczycy – czy zainteresują się monetą i czy zaczną nią handlować – może zależeć przyszłość narodowych kryptowalut w innych krajach”- pisze Meghan Neal.

W czwartek w Islandii było dziewięć punktów, które przyjmowały płatności w Auroracoin.

Łukasz Woźnicki, 28 marca 2014, www.wyborcza.pl